Strona główna

 

                               

Życiorys św. Rajmunda

 

Ten, który nie został narodzony…

Życie Rajmunda Nonnata było krótkie i choć trwało jedynie czterdzieści lat, obfitowało w wiele heroicznych czynów spełnianych zawsze z wielkiej miłości do Boga i drugiego człowieka. Z tych też powodów Święty ten, uznawany głównie za patrona położnych, obecnie odbiera cześć nie tylko w rodzinnej Barcelonie, ale także w wielu kościołach i sanktuariach:   Argentyna 14 kościołów, 2 szkoły, 1 centrum zdrowia; Filipiny 8 kościołów; Haiti 4 kościoły, 1 szkoła 1 ośrodek rekolekcyjny; Hiszpania 9 kościołów, 1 szkoła; Kolumbia 2 kościoły, 2 szkoły, 2 centra medyczne; Kuba 1 kościół;  Meksyk 13 kościołów, 1 centrum szkoleniowe; Nikaragua 2 kościoły; Polska 2 kościoły (Hańsk i Sulów); Portoryko 2 kościoły; Wenezuela 3 kościoły. Tyle znaleźliśmy w Internecie….

 

Przygotowany na zamówienie naszej parafii przez wydawnictwo JUT  http://wydawnictwojut.pl/

Tło historyczne

         Rajmund Nonnat urodził się w roku 1200 w Barcelonie, a zmarł 40 lat później – w 1240 r. Pomimo bardzo bogatego życiorysu Świętego nie ma zbyt wielu dokładnych informacji na temat jego życia[1]. Te, które są, zawdzięczamy różnym przekazom i podaniom zapisanym w starych dokumentach, w historii zakonu mercedariuszy oraz w innych opowieściach, które wraz z czasem zostały wzbogacone wieloma szczegółami dzięki zapałowi i pobożności wiernych. Wobec takiej sytuacji rodzi się pytanie, dlaczego dokumentacja na temat tak bardzo bogatego i intensywnego życia Świętego Rajmunda jest raczej uboga. Biografowie wyjaśniają, że osoby uznawane za święte, których działalność obfitowała w wiele heroicznych czynów, w pierwszym wieku istnienia zakonu mercedariuszy nie przywiązywały zbyt dużej wagi do dokumentowania swoich uczynków. Nade wszystko ważniejsza była konieczność szybkiego oswobodzenia chrześcijańskich niewolników z niewoli muzułmańskiej. Założyciel zakonu, Piotr Nolasco, późniejszy Święty, postanowił, że wszystkie zbierane pieniądze zostaną przeznaczane na wykup współbraci w wierze. Można zatem mówić o zasadzie: „Najpierw życie, potem filozofowanie” (łac. Primum vivere, deinde philosophari)[2].

         Aby rozjaśnić tło historyczne, należy wyjaśnić, że zakon mercedariuszy został założony w Barcelonie w roku 1218 przez Piotra Nolasco. Święty doznał objawienia Maryi, która ukazała się mu w nocy z 1 na 2 sierpnia 1218 r. w odpowiedzi na jego usilne modlitwy o poznanie woli Bożej. Poprosiła go o założenie zakonu, którego zadaniem byłyby dzieła miłosierdzia, a w sposób szczególny uwalnianie chrześcijańskich niewolników z rąk muzułmańskich, nawet za cenę własnego życia. Akt fundacyjny zakonu miał miejsce w dniu wspomnienia męczeństwa Świętego Wawrzyńca, czyli 10 sierpnia 1218 r., w katedrze w Barcelonie. Opiekę nad wspólnotą roztoczył król Aragonii Jakub I Zdobywca. Można spotkać dwie łacińskie nazwy tego zgromadzenia: Ordo Beatæ Mariæ Virginis de Redemptione Captivorum oraz Ordo Beatae Mariae de Mercede redemptionis captivorum, czyli Zakon Najświętszej Maryi Panny od Wykupu Niewolników. W krajach hiszpańskojęzycznych jest on bardziej znany pod skróconą nazwą Orden de la Merced (OdeM). Głównym zadaniem jego członków było zatem uwalnianie, tj. wykupywanie, chrześcijan porwanych lub wziętych do niewoli muzułmańskiej[3].

Cud narodzin

         Święty Rajmund przyszedł na świat w małym miasteczku Portell w prowincji Lérida, w regionie Katalonii, na terenie dzisiejszej Hiszpanii. Prowincja ta stanowiła własność (lenno) panów z Kardony (Cardona). Ziemia w tym regionie była sucha i kamienista, pokrywały ją pola zbóż i winnice, miejscami wznosiły się dęby, których żołędzie stanowiły pożywienie dla pasących się świń. Nie są dokładnie znane imiona rodziców późniejszego Świętego, ale zgodnie z tradycją, jego ojciec nosił nazwisko Sarro lub Sarroy. Niektórzy autorzy przyjmują, że był spokrewniony z panami z Kardony. Wszyscy jednak zgadzają się w kwestii serdecznej i zażyłej przyjaźni pomiędzy Rajmundem a właścicielami zamku w Kardonie. Trwała ona już od momentu narodzin, aż do chwili śmierci Świętego, chociaż odległość pomiędzy Portell i Kardoną wynosiła około 40 km[4].

         Rodzice Rajmunda byli osobami niemajętnymi, jednak cechującymi się wielką wiarą i rozmodleniem. Ich zmartwieniem był brak potomstwa. Z tego też powodu żarliwie modlili się o łaskę posiadania dzieci. W odległości około 2 km od ich domu stała mała kapliczka pod wezwaniem Świętego Mikołaja, w której znajdował się ołtarz z pięknym, ujmującym wizerunkiem Matki Bożej z Dzieciątkiem. Pani Sarro często chodziła do tego miejsca, aby przedstawiać Maryi swoje gorące pragnienia i bolesne udręki swojego serca. Prosiła ze łzami Matkę Bożą o dar potomstwa, które byłoby pociechą i radością jej domu. Jej postawa przywodzi na myśl pewne biblijne wydarzenie, kiedy to Anna chodziła do świątyni prosić Boga o łaskę macierzyństwa, a urodziwszy syna, który w przyszłości stał się ostatnim sędzią Izraela (zob. 1 Sm 1,1n), nazwa go imieniem Samuel (hebr. Szemuel – Bóg wysłuchał).

         Maryja także wysłuchała próśb pani Sarro, która w czasie ciąży, chcąc podziękować za otrzymaną łaskę macierzyństwa, jeszcze częściej przychodziła do kapliczki Świętego Mikołaja. Jednak tuż przed rozwiązaniem pani Sarro niespodziewanie zachorowała i umarła z dzieckiem w łonie. Nagłość tej śmierci spowodowała wielkie przygnębienie w całej rodzinie i nikt nie pamiętał o nieurodzonym maleństwie. W tym czasie w pobliżu na polowaniu przebywał wicehrabia Ramon Folch z Kardony. Kiedy dowiedział się o nieszczęściu, pośpiesznie przybył do domu swoich poddanych. Widząc brzemienną zmarłą, szybko wyciągnął sztylet i wykonał precyzyjne cięcie. Po otwarciu łona kobiety wyjął jeszcze żywe dziecko, które rozradowało całą rodzinę pogrążoną w głębokiej żałobie. Następnego dnia niemowlę zostało ochrzczone. Ojcem chrzestnym został ów wicehrabia, który dzień wcześniej ratując chłopcu życie, nadał mu swoje imię Ramon, czyli Rajmund. Dziecko otrzymało nazwisko Nonato (łac. non natus – nienarodzony), ponieważ przyszło na świat w tak wyjątkowy sposób. Później na pamiątkę tego niespotykanego wydarzenia pomieszczenie, gdzie miał miejsce cud narodzin, zostało przekształcone w kaplicę. Według tradycji za datę przyjścia na świat Świętego Rajmunda przyjmuje się 2 lutego 1200 r., zwyczajowo obchodzony jako dzień Matki Bożej Gromnicznej. Autorzy zwracają uwagę, że chłopiec, nie mając matki na ziemi, otrzymał za nią Maryję, Królową nieba, do której przez całe swoje dorosłe życie miał wielkie nabożeństwo[5].

Młodość Świętego Rajmunda

         Według świętych są dwie wartości, które najbardziej wpływają na duszę dziecka – miłość i pobożność. Miłość rodziców budzi w dzieciach zaufanie i poczucie bezpieczeństwa, pobożność zaś, przejawiając się w wielorakich modlitwach, śpiewach, celebracjach świąt itp., kieruje ich uwagę w stronę Boga, wyrażając ich radość, entuzjazm i wiarę.

Ojciec, dziadkowie oraz opiekunka małego Rajmunda zachęcali go swoimi słowami i przykładem do pierwszych aktów wiary i pobożności. Cały klimat rodzinny, w którym wzrastał przyszły Święty, był nasiąknięty religijnością. Modlitwa rodzinna, Msza niedzielna, śpiewy, budujące lektury, wizyty w kościele, nauczanie proboszcza, procesje, święta patronalne, pielgrzymki itd. są ważnymi momentami kierującymi uwagę dziecka na Boga. Kościół stanowił centrum i serce miasteczka, w którym dorastał Rajmund. Był jednocześnie domem Boga i modlitwy. Zarówno opiekunka, jak i dziadkowie chłopca często chodzili z nim do świątyni. Szybko okazało się, że dziecko pociągała panująca w niej cisza i klimat misterium. Było czymś naturalnym, że czasami mały Rajmund, idąc za głosem serca, wychodził z domu i biegł do kościoła, ponieważ to tam znajdował się ukryty Jezus i Jego miłość. Był tam także umieszczony wielki i piękny wizerunek Matki Bożej, która zachwycała serce małego dziecka. Wydaje się zatem, że znane słowa Świętego Augustyna: „Stworzyłeś nas bowiem jako skierowanych ku Tobie. I niespokojne jest serce nasze, dopóki w Tobie nie spocznie” odnoszą się także do najmłodszych[6].

         Ówcześnie jedynie najważniejsze miasta posiadały formalne szkoły, w których obowiązywały programy nauczania, rozkład godzin, książki itd. Natomiast w małych miejscowościach, takich jak Portell, istniały małe szkoły przyparafialne. To w nich uczniowie nie tylko uczyli się czytać, pisać czy liczyć, ale także poznawali pierwsze pojęcia z katechizmu, aby przygotować się do przyjęcia Komunii Świętej. Tam także chłopcy chętni do służby ministranckiej zaznajamiali się z jej tajnikami. Właśnie do takiej szkoły trafił mały Rajmund. Wydaje się zatem czymś naturalnym, że służba przy ołtarzu bardzo go pociągała, ponieważ to dzięki niej znajdował się blisko ołtarza swojego Pana oraz u stóp Maryi[7].

         Parę kilometrów od miasteczka znajdowała się wspomniana mała kapliczka Świętego Mikołaja z wizerunkiem Matki Bożej z Dzieciątkiem. Tak jak często chodziła do niej matka Rajmunda, aby uczcić Maryję i powierzyć Jej swoje udręki i radości, tak samo późniejszy Święty kontynuował ten dobry matczyny zwyczaj. Czasami nawiedzał to miejsce sam, kiedy indziej z ministrantami lub z proboszczem. Modlił się tam zwłaszcza w maju, gdyż był to –i ciągle jest – miesiąc w szczególny sposób poświęcony Maryi. Droga do kaplicy wiodąca przez pięknie ukwiecone pola musiała mu sprawiać wiele radości[8].

         Ojciec małego Rajmunda był bardzo dumny ze swojego syna, u którego obserwował znaczne postępy w nauce. Widział także jego pobożność i wielkie zamiłowanie do służby w kościele, co wywoływało w nim niepokój, gdyż obawiał się, że jego syn może zostać księdzem. Aby odwieść chłopca od tego zamiaru, wysłał go do folwarku, gdzie ten miał zarządzać majątkiem. Żywił nadzieję, że jego jedyny syn zostanie dziedzicem i założy rodzinę. Jednak praca w gospodarstwie i samotność jeszcze bardziej zbliżyły młodego Rajmunda do Boga[9]. Biografowie Świętego opisują jego wielkie nabożeństwo, miłość i przywiązanie do Maryi. Najchętniej modlił się on we wspomnianej już wcześniej kapliczce Świętego Mikołaja, która znajdowała się blisko folwarku[10].

         Mówiąc o okresie młodości Świętego Rajmunda, warto zwrócić uwagę na pokusy złego ducha, którym był poddawany. Jedną z nich opisał, będąc już kapłanem. Pewnego dnia spotkał starszego, nobliwego człowieka, który zdobywszy jego zaufanie, nagle stwierdził, że samotne życie nie pasuje do młodego, dobrze zapowiadającego się chłopca ani do jego powołania kapłańskiego. Sugerował, że byłoby lepiej , gdyby Rajmund zostawił tę samotność i poświęcił się dziełom dobroczynnym. Późniejszy Święty poczuł się bardzo zakłopotany i przygnębiony tymi słowami. Zły duch nie proponował zła, ale dobro; wychodził naprzeciw woli jego ojca i interesom jego domu. Rajmund pozostał chwilę w milczeniu, prosząc Maryję o pomoc i światło. Następnie, zdając sobie sprawę z diabelskiego oszustwa, gwałtownie skarcił złego ducha: „Idź precz stąd, kłamliwy starcze, nie wyjdą twoje zamiary, nie boję się twoich zasadzek będąc pod opieką Maryi”. Jak opisuje Rajmund, zły duch, słysząc imię Maryi, uciekł z głośnym hałasem. Cała ta sytuacja przywodzi na myśl słowa z Listu Świętego Jakuba: Bądźcie więc poddani Bogu, przeciwstawiajcie się natomiast diabłu, a ucieknie od was (Jk 4, 7). Biografowie Świętego Rajmunda podają, że jako młodzieniec złożył ślub czystości. Uczynił tak, ponieważ czując się ukochanym przez Maryję, chciał się Jej odwdzięczyć za licznie otrzymane łaski[11].

Powołanie

         Należy zwrócić uwagę na miano, jakim biografowie określają Świętego Rajmunda – Benjamín Mercedario. Czynią tak z dwóch powodów – po pierwsze, według nich, był on najznakomitszym synem zakonu mercedariuszy, a po drugie wykupił wielu chrześcijan z niewoli muzułmańskiej. Mówiąc o powołaniu Rajmunda, trzeba mieć na uwadze jego wielką miłość i nabożeństwo do Matki Bożej. Pewnego dnia podczas modlitwy przed ołtarzem z wizerunkiem Maryi wyraził pragnienie bezwarunkowego i całkowitego poświęcenia się Bogu. Wewnętrzny głos mówił mu, że byłoby to miłe dla Maryi, gdyby wstąpił do zakonu mercedariuszy, który niedawno został założony. Niektórzy biografowie utrzymują, że Świętemu ukazała się wówczas Matka Boża w kaplicy Świętego Mikołaja[12].

         Młody Rajmund musiał już wcześniej spotykać się z braćmi mercedariuszami. We wspomnianej kaplicy mieli oni małą filię, miejsce służące do odpoczynku i przechowywania zbiórek jałmużny na wykup chrześcijańskich niewolników. Biorąc pod uwagę sąsiedztwo tej świątyni, Rajmund często miał możliwość kontaktu z mercedariuszami. Mógł z bliska poznawać ich życie i rozmawiać o swojej przyszłości. Zakonnicy byli bardzo chętni i otwarci na przyjęcie Rajmunda. Istniał jednak jeden problem uniemożliwiający ten krok, a mianowicie sprzeciw jego ojca. Aby przekonać rodzica, Rajmund postanowił wykorzystać wpływy swojego chrzestnego – wicehrabiego Ramona Folcha, któremu opowiedział o swoich pragnieniach i związanych z nimi trudnościach. Ten bardzo ucieszył się z decyzji młodzieńca i obiecał porozmawiać z jego ojcem. Niedługo potem wicehrabia udał się do domu rodzinnego Rajmunda, gdzie zawsze był przyjmowany z wielką serdecznością. Pod wpływem rozmowy o wielkich zasługach nowo powstałego zakonu mercedariuszy w dziele uwalniania chrześcijan udało się przekonać ojca Rajmunda, aby zaakceptował plany jedynego syna. Następnie wicehrabia, będąc w Barcelonie, przedstawił młodzieńca samemu założycielowi zakonu, ojcu Piotrowi Nolasco. Tym sposobem Rajmund, mając 21 lat, został obłóczony w biały habit mercedariuszy[13].

Przygotowanie do życia zakonnego i kapłaństwa

         Z chwilą obłóczyn dla Rajmunda rozpoczął się etap nowicjatu, czyli okres próby. W tym czasie młodzieniec poznawał zakon, jego regułę, historię, najbardziej wybitne postacie, obowiązujący w nim sposób życia, zgłębiał inicjatywy apostolskie, charyzmat itd. Pod kierownictwem mistrza nowicjatu otwierał się na największe wartości życia duchowego. Przełożony poznawał cechy jego charakteru, badając, na ile jest zdolny do podjęcia życia zakonnego. Okres nowicjatu był bardzo ważnym etapem formacji duchowej późniejszego Świętego, do tej pory jest on bowiem czasem poszukiwania i odkrywania, czasem wolności oraz milczenia zewnętrznego i wewnętrznego, czasem dialogu z Panem i z kierownikiem duchowym, czasem wzrastania i dojrzewania do podjęcia najważniejszych decyzji[14].

         Należy zauważyć, że oprócz trzech ślubów czystości, ubóstwa i posłuszeństwa, Rajmund złożył także czwarty. Zgodnie z nim przedstawił swoją gotowość do dobrowolnego zostania zakładnikiem, jeśli byłoby to konieczne w celu uwolnienia pojmanych chrześcijan, którzy znajdują się w niebezpieczeństwie utraty wiary. Sama formuła tego ślubu, wypowiedzianego przed Bogiem i ludźmi, wydawać się może szokująca. Jednak przyjęcie jej jako programu swojego życia, wymaga wielkiego męstwa, wiary, umiejętności dostrzegania w bliźnim twarzy cierpiącego Chrystusa, niezrównanej hojności oraz ogromnej miłości[15].

         Po zakończonym okresie nowicjatu Rajmund, mając dwadzieścia dwa lata, zaczął się przygotowywać do kapłaństwa. Mimo że w tamtej epoce nie istniały jeszcze dobrze zorganizowane seminaria duchowne, jednak bardzo się troszczono o właściwe przygotowanie kandydatów do życia kapłańskiego. Rajmund został duchownym w wieku dwudziestu czterech lat.

Kontekst historyczny

         Aby zrozumieć działalność brata Rajmunda oraz trudności związane z wykupem chrześcijańskich niewolników z rąk muzułmanów, należy krótko przedstawić sytuację panującą na Półwyspie Iberyjskim w XIII w. Maurowie po dokonanej inwazji zajmowali większą część terenu dzisiejszej Hiszpanii, z wyjątkiem niektórych enklaw Asturii. To właśnie tam, zaczynając od centrum w Kowadondze (Covadonga), rozpoczął się powolny, ale sukcesywny proces wypierania ich z Półwyspu Iberyjskiego. Do roku 1200 działania te rozciągnęły się na większą część terenu dzisiejszej Hiszpanii dzięki połączonym siłom władców Kastylii, Aragonii oraz Nawarry. Pod panowaniem Maurów pozostawały jeszcze regiony Walencji, Murcji oraz Andaluzji. Relacje między nimi a chrześcijanami nigdy nie były łatwe. Trudności we wzajemnym porozumieniu wywoływały różnice religijne, kulturowe i etyczne. Zdarzały się momenty tolerancji, a nawet współpracy, ale szybko przemieniały się one w odrzucenie i walkę. Dochodziło też do różnych wymian odbywających się pomiędzy Maurami, Żydami i chrześcijanami, które miały miejsce w Toledo. Hiszpania stanowiła centrum, w którym gromadziły się kultura arabska i żydowska w dziedzinie filozofii, medycyny, nauki i sztuki. W późniejszym czasie rozprzestrzeniły się one po całej Europie. W XIII w. w wielu miejscach relacje oparte na tolerancji załamały się, prowadząc do zaostrzenia wzajemnej wrogości, a w konsekwencji aż do wybuchu mniejszych i większych walk. Królestwa Walencji, Murcji i Andaluzji znosiły ucisk ze strony saraceńskiej. Wielu chrześcijan wziętych do niewoli w wojnach lub w napadach cierpiało ogromne męczarnie. Przerażającą alternatywą dla śmierci było porzucenie wiary chrześcijańskiej. Jak podają dane, terror Saracenów często doprowadzał do wystąpienia z Kościoła. Tylko w samej Granadzie przetrzymywano około 30 000 jeńców i 50 000 renegatów.

Kolejną wielką plagą, która ówcześnie nękała tamtejsze obszary Europy, było trwające od kilku wieków piractwo. Piraci posiadając szybkie łodzie, napadali na miejscowości położone na wybrzeżu Morza Śródziemnego, szczególnie na ziemie dzisiejszej Hiszpanii, Włoch i Grecji. Swoje siedziby mieli w Afryce Północnej, głównie na terenie obecnej Algierii, Tunezji oraz Libii. Plądrowali i zabierali wszystko, co dało się wziąć na statek, palili domy i porywali ludzi, osadzając ich w lochach w Afryce. Tam często ich sprzedawano, zmuszano do ciężkiej pracy lub wykorzystywano seksualnie. Nierzadko jeńców poddawano torturom. Wszystko to sprawiało, że między uprowadzonymi nie było solidarności i zdarzały się przypadki, kiedy jedni zdradzali drugich np. za dodatkową porcję jedzenia. Rodziny porwanych nie miały o nich żadnych wiadomości. Nikt też nie mógł przyjść im z pomocą – ani osoby prywatne, ani poszczególne państwa. Sytuacja ta przedstawia cały tragizm położenia niewolników, a także świadczyła o pilności i konieczności założenia zakonu mercedariuszy w celu zaradzenia temu nieszczęściu. Z tego też względu sama Matka Boża zapewniła o swojej macierzyńskiej opiece nad tą inicjatywą[16].

         Kroniki zakonników wskazują, że dzieło wykupu zostało zapoczątkowane w Walencji w roku 1218. Ostatnia ekspedycja odbyła się zaś do Algieru oraz Tunisu i miała miejsce w 1779 r. W tym czasie doszło do 560 udokumentowanych wykupów. W tych statystykch nie uwzględniono tych ekspedycji, które nie zostały z różnych względów sfinalizowane, np. z powodu zatonięcia statku, pożaru, wojny. Dzięki tym wykupom uwolniono ponad 80 000 chrześcijan, którzy mogli zachować wiarę i wrócić do swoich rodzin. Liczba ta jest zawrotna, biorąc pod uwagę, że każdy przypadek wykupu niewolnika wymagał dopełnienia wszystkich koniecznych czynności: począwszy od zbierania przez bractwa jałmużny, poprzez dowiadywanie się, gdzie znajdują się niewolnicy, gromadzenie informacji od rodziny, ustalanie kontaktów, zdobywanie niezbędnych pozwoleń przyjazdu i wyjazdu, uzgadnianie rozmów ze służbami granicznymi, szukanie właściwego kierunku na skrzyżowaniu dróg, organizowanie eskorty, poszukiwanie współpracowników itd. Należało zawsze uwzględniać sytuację międzynarodową. Każda ekspedycja miała podwójny charakter – i Boski, i ludzki. Była wyprawą wiążącą się z konkretnymi poświęceniami, okupioną łzami, naznaczoną niepewnością co do ostatecznego rezultatu, nieprzewidywalnością pogody, niewiedzą na temat reakcji władz, którym należało podziękować za każde okazane dobrodziejstwo.

         Kontakty z właścicielami niewolników oraz z rządzącymi wymagały bardzo dobrej znajomości języka arabskiego, którą brat Rajmund posiadał, zaawansowanej sztuki dyplomacji, obycia, delikatności, ogromnej cierpliwości, a także umiejętności targowania się. Jeśli ryzykownym było opuszczanie ojczyzny, przemierzanie opanowanego przez piratów morza, wchodzenie w środowiska wrogo nastawione do chrześcijaństwa, wykupywanie jednego niewolnika po drugim, to powrót już uwolnionych osób był sprawą równie delikatną i skomplikowaną. Należało bowiem opatrzyć rany fizyczne i psychiczne niewolników, zanim powrócą do rodziny i społeczeństwa. Z tego powodu Piotr Nolasco chciał, aby każda wspólnota mercedariuszy posiadała mały szpital lub ambulatorium, w których będzie można leczyć chorych, przyjmować pielgrzymów, nauczać i utwierdzać wiarę uwolnionych niewolników, dawać im mały zadatek na drogę, a także służyć pomocą dla ich rodziny[17].

Działalność duszpasterska Świętego Rajmunda

         Biografowie Świętego Rajmunda podają, że tytuł i urząd redentor (hiszp. redentor – odkupujący, odkupiciel) był najbardziej pożądany wśród braci zakonu mercedariuszy. O ile wszyscy ci zakonnicy dobrze wypełniali delikatną i ryzykowną służbę wykupywania (odkupywania) chrześcijańskich niewolników na ziemiach Maurów, jedynie niektórzy z nich uzyskiwali wspomnianą nominację. Była ona nadawana przez głównego przełożonego, po wcześniejszej ocenie zdolności intelektualnych i organizacyjnych, uwarunkowań psychicznych, przedsiębiorczości i pragmatyzmu kandydata. Po pewnym okresie pracy misyjnej, kiedy Rajmund zarówno z ambony, jak i w osobistej rozmowie z wiernymi kierował żarliwe słowa zachęty do składania ofiar w celu wykupu niewolników, został nazwany zaszczytnym mianem redentora. I należy podkreślić, że spełniał wszystkie wymagane do tego warunki: był roztropny, zdolny do wyrzeczeń, energiczny, przejawiał świętość życia i miłość do bliźniego. Od tego momentu wyruszał przez lądy i morze, aby nieść niewolnikom upragnioną wolność i nadzieję[18]. Jak podają kroniki, bardzo lubił naukę, którą rozumiał jako drogę zbliżenia się do Boga oraz środek apostolstwa[19].

         W 1224 r., niedługo po święceniach kapłańskich, Rajmund towarzyszył współbratu Guillénowi de Bas w wyprawie do Walencji pozostającej wówczas pod panowaniem muzułmańskim. Zakonnicy mieli na celu wykup chrześcijańskich niewolników. Osobą odpowiedzialną za całe przedsięwzięcie był ojciec Guillén de Bas, natomiast Rajmund uczył się i zdobywał praktykę. Przed wyruszeniem bracia udali się do Saragossy, aby uczcić tam Matkę Bożą oraz odebrać od króla listy polecające dla króla Maurów Zeita. Posiadając dokumenty i pokaźną sumę złotych monet, wyruszyli do Walencji, gdzie zostali bardzo ciepło przyjęci. Król, chcąc pokazać swoją hojność, przekazał im dużą liczbę niewolników. Łącznie zostało uwolnionych 233 chrześcijan. Wszyscy wrócili do Saragossy, aby podziękować Maryi za opiekę oraz zaprezentować tamtejszemu władcy rezultat wyprawy[20].

         W roku 1226, po zakończeniu wszystkich żmudnych, długotrwałych przygotowań organizacyjnych i finansowych oraz po uzyskaniu koniecznych pozwoleń i dokumentów dyplomatycznych, Rajmund udał się na tereny dzisiejszej Algierii. Wykupił tam 140 chrześcijan. Jednak zarówno podróż, jak i sam pobyt obfitowały w wiele trudności. Na miejscu okazało się bowiem, że zabrakło pieniędzy na wykupienie określonej liczby niewolników. Kierując się więc słowami czwartego złożonego przez siebie ślubu, zakonnik zastawił siebie samego jako poręczenie i stał się dobrowolnym zakładnikiem. Można zatem powiedzieć, że został zakładnikiem miłości. Będąc w niewoli, nie tylko pocieszał innych więźniów i umacniał ich w wierze, ale także głosił Ewangelię muzułmanom, przypominając im to, co Koran mówi o Jezusie i Maryi. Po kilku miesiącach przypłynął z Hiszpanii współbrat Rajmunda i płacąc za niego umówioną sumę pieniędzy, uczynił go wolnym[21].

         Następna ekspedycja miała miejsce w roku 1229 w towarzystwie brata Serapiona[22], który odbywał nowicjat razem z Rajmundem. Ich wspólna wyprawa do Algieru była szczególnie trudna i obfitująca w cierpienie, a nawet prześladowania. Na obcej ziemi obaj głosili Ewangelię wśród muzułmanów oraz Żydów, sprawiając swoimi słowami i przykładem życia, że wiele osób się nawróciło. Tym samym jednak sprowadzili na siebie ogromny gniew. Jak zwracają uwagę historycy, bracia zostaliby zabici, gdyby nie hiszpańscy kupcy, którzy przebywali w tamtych rejonach i wybawili ich od niechybnej śmierci za dużą ilość złota. Następnie Rajmund i Serapion, idąc za ich radą, szybko wsiedli na statek wraz ze 150 wykupionymi wcześniej niewolnikami i odpłynęli z Algieru do Hiszpanii[23].

         W roku 1232 Rajmund wraz ze Serapionem zorganizowali kolejną ekspedycję. Tym razem mercedariusze wystarali się o statek, który został specjalnie wyposażony do ich wymagań. Na jego żaglu namalowano krzyż, a na dziobie umieszczono figurę Matki Bożej. Podczas tej wyprawy dwaj bracia ponownie wykorzystali swój pobyt do głoszenia Ewangelii, jednak tym razem nie angażowali się w polemikę z muzułmanami i Żydami. Nie chcieli ryzykować, tak stało się to poprzednim razem, obawiając się gwałtownych ataków, grożących zupełnym niepowodzeniem całej ekspedycji. Wykupiono wówczas łącznie 228 chrześcijan. W czasie powrotu okazało się jednak, że niektórzy niewolnicy już przywykli do życia w Afryce Północnej i nie doceniali wielu trudów poniesionych przez brata Rajmunda i Serapiona. Misjonarze napotkali z ich strony jedynie opór i kpiny. Kiedy byli już na pełnym morzu, natrafili na gwałtowną burzę z bardzo silnym wiatrem. W jej trakcie złamał się ster, żagiel został porwany, a statkowi groziło zatonięcie. Rajmund wyszedł na pokład i zaczął się modlić, prosząc o ratunek. W tym momencie burza ucichła, wiatr ustał, fale się uspokoiły, w miejsce ciemnych chmur pojawiło się słońce, które świeciło jaśniej niż przed burzą. Pojawił się także delikatny wiatr z przyjemną bryzą, który pchał statek aż do samej Barcelony. Tam wszyscy podziękowali Bogu za ocalenie. Sytuacja ta była podobna do opisanej na kartach Ewangelii (zob. Łk 8, 24). Bez wątpienia mercedariusze widzieli w tym wydarzeniu karę i upomnienie od Boga za bunt niektórych uwolnionych, co przypominało wydarzenie przedstawione w Księdze Jonasza (zob. Jon 1, 1n)[24]. Według niektórych biografów po tej wyprawie Rajmund udał się lądem do Rzymu, aby rozwiązać pewien problem. Tam spotkał się z papieżem Grzegorzem IX i osiągnął cel swojej wizyty. Ocenia się, że ta podróż mogła zająć około pięciu miesięcy[25].

         Nieco później, w roku 1236, brat Rajmund został wyznaczony do poprowadzenia wyprawy do Algierii. Okazało się, że stała była to najbardziej znana i chwalebna ekspedycja. Po dopełnieniu wszystkich przygotowań mercedariusze wypłynęli statkiem do Algieru. Na miejscu okazało się, że niektórzy chrześcijańscy niewolnicy dzięki swoim zdolnościom cieszyli się sympatią swoich muzułmańskich właścicieli, inni ożenili się z miejscowymi kobietami i mieli z nimi dzieci. Nie brakowało również takich, którzy chcieli wyzwolenia od złego traktowania lub tortur. Niektórzy z pojmanych odwrócili się już od swojej chrześcijańskiej wiary. Było wielu chorymi lub kalekich. Wszyscy oni wzbudzili w przybyłym zakonniku niepokój i poruszenie. Kronikarze nie podają liczby wykupionych osób, ale zaznaczają, że mercedariuszowi zabrakło dostatecznej ilości pieniędzy, aby wyzwolić tych, którzy tego bardzo chcieli. Wobec takiej sytuacji Rajmund, idąc za treścią czwartego ślubu, po raz kolejny zdecydował się zostać zakładnikiem. Podczas gdy wykupieni niewolnicy, wracając do Hiszpanii, śpiewali na pokładzie statku radosne pieśni, za ich pomocą okazując wdzięczność za wyzwolenie, ojciec Rajmund zajmował ich miejsce, ciężko pracując w mieście lub w polu, śpiąc w jakimś kącie i jedząc resztki ze stołu jego panów. Dzielił kary innych więźniów, na ile to możliwe, broniąc ich swoim słowem przed okrucieństwem muzułmańskich katów. Odwiedzał chorych, pocieszał i umacniał. Umierającym i skazanym na śmierć towarzyszył w ostatnich chwilach ich życia. Wykorzystywał ciemne i ciche godziny nocne, aby spowiadać tych, którzy czuli taką potrzebę serca. Prowadził zatem aktywne duszpasterstwo w sytuacji ciągłego zagrożenia, nagłej potrzeby, niepewności. W swoim zapale i żarliwości apostolskiej wykorzystywał każde spotkanie z muzułmanami czy Żydami do rozmowy o Chrystusie i Ewangelii. Niektórzy z nich nawrócili się, wzbudzając tym ogromny gniew muzułmańskich lub żydowskich przełożonych. Wobec tej sytuacji zakonnik został okrutnie ubiczowany w synagodze, a jego rany posypano solą. Niechybnie zostałby zabity, jednak oprawcom szkoda było pieniędzy obiecanych za okup. Następnie wrzucono go do lochu i pozostawiono samemu sobie w gorączce i konwulsjach. Wówczas cela nagle napełniła się światłem, a Rajmundowi ukazał się Jezus, który umocnił go w wierze i opatrzył jego rany. Oprawcy, którzy przyszli do niego rankiem, przerazili się, widząc go zdrowym i uśmiechniętym. Ojciec Rajmund wykorzystał tę możliwość, aby powiedzieć im o Jezusie, o Jego wizycie i uleczeniu, które od Niego otrzymał. Muzułmanie nie wiedzieli, jak sprawić, aby zakonnik zamilknął. Ich przełożony postanowił ponownie go ubiczować, a następnie kazał przebić mu usta rozgrzanym do czerwoności żelazem, w powstałe tym sposobem otwory włożyć kłódkę i zamknąć. Po tych torturach Rajmunda znowu zamknięto w więzieniu. Co trzy dni przynoszono mu jedzenie, zdejmując za każdym razem kłódkę, a tym samym odnawiając rany i powodując ból. Bez wątpienia zakonnik, który nie mógł mówić ustami, mówił jeszcze bardziej wymownie poprzez swój przykład i świadectwo wiary. Przez osiem długich, niekończących się miesięcy Rajmund miał usta zamknięte kłódką. Po tym czasie przybył jego współbrat zakonny, uiszczając umówioną sumę pieniędzy. Kronikarze zanotowali, że ojciec Rajmund pełen radości przypłynął do Barcelony w 1239 r. Wydarzenie to mogą dobrze obrazować słowa z Dziejów Apostolskich: A oni odchodzili sprzed Sanhedrynu i cieszyli się, że stali się godni cierpieć dla imienia [Jezusa] (Dz 5, 41). Wieść o tak niezwykłym i niespotykanym męczeństwie szybko rozeszła się po terenie dzisiejszej Hiszpanii i po całej Europie, wywołując falę zdumienia[26].

Śmierć

         Sława cnót ojca Rajmunda, jego gorliwość apostolska w szerzeniu wiary, heroiczne zaangażowanie w wykup niewolników chrześcijańskich, bardzo duże doświadczenie i wynikająca z niego znajomość realiów panujących w Afryce Północnej, obecności chrześcijan na terenach muzułmańskich, niewolnictwo, pilna potrzeby uwolnienia porwanych wyznawców Chrystusa, zagrożenia dla wiary chrześcijańskiej oraz wiadomości o męczeństwie zakonnika dotarły do papieża Grzegorza IX. Mając na uwadze jego tak duże zasługi, nadał mu godność kardynalską w 1239 r. Część biografów jest zdania, że ojciec Rajmund otrzymał ją, znajdując się jeszcze w więzieniu w Algierze, natomiast inni twierdzą, że już po powrocie do Europy. Pewne jest natomiast, że papież zaprosił mercedariusza do Rzymu, gdyż chciał poznać problemy dotyczące Kościoła[27]. Należy jednocześnie podkreślić, że godność kardynalska nie oddaliła Świętego od osób potrzebujących, o czym świadczy chociażby fakt, że w czasie epidemii dżumy w Katalonii służył chorym[28].

         W pierwszym dniu podróży do Rzymu Rajmund chciał odwiedzić przy okazji zamek w Kardonie, gdzie mieszkał jego ojciec chrzestny i przyjaciele, którym wiele zawdzięczał. W drodze tak bardzo źle się poczuł, że odczytał to jako znak, iż nadchodzi jego ostatnia godzina. Niedługo dolegliwości te się nasiliły, a późniejszy Święty miał już świadomość, że oto stoi na progu śmierci. Chciał poprosić o pomoc innego kapłana, ponieważ szczególnie pragnął przyjąć Komunię Świętą na swoją ostatnią drogę (zob. J, 6). Jednak w tym czasie żaden inny duchowny nie przebywał na zamku. Zgodnie z tradycją prośby zakonnika zostały wysłuchane, bo oto sam Jezus udzielił mu Komunii Świętej w otoczeniu aniołów i świętych ubranych w habit zakonu mercedariuszy. Ta ostatnia Komunia Święta znalazła uwieczniona na wizerunku Świętego Rajmunda, na którym trzyma on w ręku kustodię. Zaraz potem ojciec Rajmund zmarł – była to niedziela 31 sierpnia 1240 r. Pomieszczenie, w którym odszedł, pozostawało do roku 1682 w niezmienionym stanie. Wówczas to księżna z Kardony przekształciła je w kaplicę, w której ustawiono płytę z napisem upamiętniającym cudowne wydarzenia towarzyszące ostatnim chwilom życia Świętego Rajmunda. Z czasem zamek w Kardonie popadł w ruinę, jednak wspomniana kaplica nadal świadczy o wielkim nabożeństwie ojca Rajmunda do Eucharystii oraz jego świętej śmierci[29].

Pogrzeb

         Wiadomość o nagłej śmierci ojca Rajmunda bardzo szybko się rozeszła i niemal natychmiast zaczęły napływać tłumy wiernych, aby ujrzeć jego ciało, dotknąć je różnymi przedmiotami związanymi z pobożnością, np. różańcami, medalikami, krzyżami, wizerunkami Świętych itp. W tym czasie wiele osób otrzymało różne łaski Boże uproszone za wstawiennictwem zakonnika. Wierni napływali tak licznie, że nie było możliwe urządzenie pogrzebu. Ponieważ nie dało się zaobserwować żadnych symptomów rozkładu ciała, pozostawiono je niepogrzebane przez piętnaście dni.

Bardzo szybko zrodził się spór o miejsce pochówku ojca Rajmunda. Roszczenia zgłosiły trzy grupy osób. Wicehrabia Kardony wraz z rodziną chciał, aby doczesne szczątki Rajmunda pogrzebano na zamku. Mieszkańcy miasteczka i tamtejsze duchowieństwo domagali się, by ciało sługi Bożego spoczęło w ich kościele. Nade wszystko jednak macierzysty zakon chciał u siebie pochować ojca Rajmunda. Aby ostatecznie rozstrzygnąć ten spór, sięgnięto po bardzo oryginalny pomysł. Po przedłużających się i nieskutecznych dysputach, wszyscy doszli do porozumienia i umieścili ciało zmarłego na grzbiecie ślepego muła. Zwierzę miało iść do miejsca, w którym Święty Rajmund chciałby mieć grób. Duchowieństwo i wierni podążali za mułem, modląc się i śpiewając. Gdy przechodzili przez miasteczko, biły dzwony kościelne, aby mieszkańcy Kardony mogli w ten sposób oddać hołd zmarłemu ojcu. Ślepe zwierzę doszło do kapliczki Świętego Mikołaja i tam definitywnie się zatrzymało. Z tradycyjnych podań wynika, że trzy razy okrążyło kapliczkę, po czym padło martwe, mając na sobie ciało ojca Rajmunda. Od tego dnia Święty w podziękowaniu za przysługę, jaką mu wyświadczył muł, swoim wstawiennictwem obejmował także chore zwierzęta. Wszyscy byli pełni zdumienia, widząc, że ślepe zwierzę doszło z ciałem do kapliczki, w której najpierw matka Rajmunda wyprosiła łaskę jego poczęcia, a po jej śmierci on sam od najmłodszych lat uwielbiał przychodzić, by składać u stóp Maryi pęki polnych kwiatów i się modlić. Tam właśnie przygotowano dla niego grób, w którym będzie oczekiwał dnia zmartwychwstania.

Wzrastająca liczba wiernych z terenów dzisiejszej Hiszpanii, Francji i Włoch skłoniła zakon mercedariuszy do wybudowania sanktuarium ku czci Świętego Rajmunda. Warto dodać, że obecnie w tamtejszym klasztorze znajduje się nowicjat tego zgromadzenia. Do dziś na pamiątkę potrójnego okrążenia kapliczki przez muła w święto Świętego Rajmunda chętni okrążają sanktuarium na zewnątrz trzy razy samochodem, a wewnątrz przechodzą dookoła ołtarza z wnęką, w której znajdują się relikwie zakonnika[30]. Pięć lat po śmierci Rajmunda (w 1245 r.) kaplica Świętego Mikołaja po wielu sporach stała się już na stałe własnością zakonu mercedariuszy dzięki wpływom i mediacji wicehrabiego Kardony oraz samego króla Jakuba I Zdobywcy. Następnie w XVI wieku została przemianowana na kościół i klasztor Świętego Rajmunda. W wieku XVIII wybudowano zaś majestatyczną świątynię renesansową[31].

Kult

         Wobec tak wielu przejawów pobożności i świętości ojca Rajmunda aż do końca XVI w. zakon mercedariuszów był zachęcany, aby starał się o uznanie jego kultu. W 1612 r. kapituła generalna wybrała na postulatora ojca Ambrożego Machina, wybitnego teologa. W roku 1626 papież Urban VIII beatyfikował Rajmunda oraz wydał pozwolenie na kult publiczny. Natomiast w 1669 r. został on ogłoszony świętym przez Klemensa IX.

Choć było i nadal jest wiele osób proszących tego Świętego o wstawiennictwo przed Bogiem w różnych sprawach, to najczęściej przychodzą do niego z prośbami kobiety brzemienne. Proszą nie tylko o opiekę w czasie ciąży i porodu, ale także o błogosławieństwo dla ich dla dziecka. Święty Rajmund jest patronem kobiet w ciąży, chrześcijańskich matek, małżeństw niemogących mieć potomstwa. Swoim przykładem wskazuje matkom i dzieciom, jak można podążać ku pełni i dojrzałości chrześcijańskiego życia.

Święty jest przedstawiany z mucetem kardynalskim na białym habicie, z kustodią w prawej ręce i z palmą w lewej. Każdy z tych symboli uwydatnia jakiś ważny, szczególny moment z jego życia. Mówi o jego ideałach i miłości do Eucharystii, Kościoła, papieża oraz męczeństwa dla zbawienia dusz[32].

Sanktuarium Świętego Rajmunda

         Warto zauważyć, że na przestrzeni dziejów sanktuarium i klasztor Świętego Rajmunda były kilkakrotnie niszczone w czasie różnych wojen, m.in. w roku 1822 czy 1835. Jednak najbardziej dotkliwa okazała się wojna domowa i rok 1936. To wówczas z sanktuarium zostały wyrzucone na ulicę ołtarze, obrazy, rzeźby, ozdoby, które następnie spalono. Wśród nich spłonął też wizerunek Matki Bożej, przed którą modlił się Święty Rajmund. Innym razem oprawcy obrócili w popiół bogatą zawartość biblioteki: książki, archiwa, dokumenty, pergaminy. Bardzo dotkliwą szkodą było wyciagnięcie przez wandali urny z relikwiami Świętego, która zniknęła bez śladów. Bandyci mieli także zamiar wysadzić w powietrze samo sanktuarium. Ładunki wybuchowe były już założone i gotowe do detonacji, jednak w ostatniej chwili plany pokrzyżował im pewien czciciel Świętego Rajmunda, który poprzecinał przewody, uniemożliwiając tym samym eksplozję. Jako relikwia do dziś ocalała jedna mała kość świętego zakonnika, która obecnie znajduje się w sanktuarium[33].  

Podania o życiu Świętego Rajmunda

         W biografiach Świętego Rajmunda znajduje się wiele opisów objawień, cudów i niezwykłych czynów, które mogą wzbudzać zdumienie i podziw w czytelniku. Autorzy zwracają uwagę, że jeśli niektóre z nich mogłyby budzić podejrzenia co do autentyczności, to powinny być uważane za opowieści podnoszące na duchu, na podobieństwo Kwiatków Świętego Franciszka. Bezspornym pozostaje jednak fakt ogromnej miłości do Boga i bliźniego, jaką przejawiał ojciec Rajmund, która jednocześnie stanowi konkretną odpowiedź na polecenie Jezusa: Nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich (J 15, 13). Właśnie ta wielka miłość do Boga i bliźniego, prowadząca aż do złożenia ofiary z siebie, jest zawsze aktualna oraz niezależna od czasów[34].

Jedno z niezwykłych zdarzeń, utrwalone w tradycyjnych przekazach, dotyczy sytuacji, gdy pewna kobieta, śpiąc z niemowlęciem w łóżku, niechcący je udusiła. Rano, widząc martwe maleństwo, krzyczała i płakała w nieutulonym żalu. Jej sąsiadka, widząc, co się stało, poradziła jej, aby udała się wraz z dzieckiem do ojca Rajmunda, który już wówczas cieszył się sławą cudotwórcy. Spotkała go w zakrystii tuż przed wyjściem na Mszę. Położyła martwe dziecko na ołtarzu i powiedziała: „Ojcze, jeśli go nie wskrzesisz, załamię się, bo mój mąż mnie zabije”. Zakonnik zamknął oczy, rozłożył swoje ręce na niemowlęciu i błagał Boga o łaskę przywrócenia życia. Dziecko w kontakcie z rękami zakonnika zaczęło ruszać się i płakać. Matka wzięła je i poszła do domu, wielbiąc Boga[35].

         Inne opowiadanie, podawane przez tradycję, przedstawia wydarzenie, które miało miejsce już po śmierci ojca Rajmunda. Pewnego razu Piotr Nolasco modlił się nad jego grobem. Myśląc o swojej śmierci i o życiu wiecznym, doświadczał jednocześnie lęku i niepewności. Wówczas zjawił się brat Rajmund w chwale niebiańskiej i zapowiedział, że jego śmierć nastąpi już niedługo, a zbawienie jego duszy jest zapewnione. Przede wszystkim potwierdził, jak miłym przed Bogiem i aniołami jest dzieło wykupu chrześcijan[36].

         Ludzie często zwracali się o pomoc do sw. Rajmunda. Otrzymując ją starali się okazać wdzięczność. Efektem tego jest kolekcja „Retablii”. Część umieściliśmy na naszej stronie Retable. Oryginalne można znaleźć na stronie http://retablos.ru/en/saints/san-ramon-nonato. Wcześniejsze cuda za przyczyną św. Rajmunda, czy też San Ramon Nonato, można znaleźć w licznych wotach znajdujących się np. na stronie klasztoru de Sant Ramon de Portell / Sant Nicolau de Portell.                        . https://www.monestirs.cat/monst/segar/csa17port.htm

         Nasz patron działa nadal. Świadectwem tego są pielgrzymki setek kobiet w ciąży i ich rodzin do Sanktuariów Św. Rajmunda Nonnata na całym świecie. Jednym z nich jest kościół  Sabanilla de Montes de Oca w Sabanilla. Tam 31 sierpnia 2013 r. założono książkę ze świadectwami o pomocy doświadczonej przez pośrednictwo św. Rajmunda. Do 2017 roku  72 osoby już podzieliły się swoją historią, wyrażając wdzięczność za cudowną pomoc.

Jesteśmy w trakcie tłumaczenia książki, która zawiera kilkadziesiąt cudów z lat 1996–2001 podzielonych na 5 grup: rodzice adopcyjni, rodzice biologiczni, ciąże, dzieci, utrata dziecka. 

         Stąd też na naszym cmentarzu symboliczny pomnik dzieci nienarodzonych poświęcony jesienią 2018r. przekształcamy na grób dla dzieci utraconych. Już po Wielkanocy 2019 r  dzieci utracone będzie można pochować także na naszym cmentarzu pod duchową opieką naszego patrona.

 

Żywot świętego Rajmunda Nonata, kardynała

zaczerpnięty z książki Żywoty Świętych Pańskich na wszystkie dni roku - Katowice/Mikołów 1937r.

 

(żył około roku Pańskiego 1240)

Rajmund z przydomkiem Nonnat (Nonnatus) pochodził z szlacheckiej rodziny hiszpańskiej. Już jako dziecię okazywał szczególny pociąg do pobożności, modlitwy i świadczenia dobrego ubogim. Mimo, że posiadał niezwykłe zdolności, ojciec, spostrzegłszy u niego skłonność do zawodu duchownego, a nawet zakonnego, odwołał go ze szkoły i posłał na wieś, położoną w górskiej okolicy, aby tam jako pastuch zapomniał o swym postanowieniu, a potem wstąpił do wojska. Bóg jednak inaczej zrządził.

Rajmund, pasąc owce, często zaglądał do pobliskiej kapliczki Matki Boskiej, a serce jego napawało się rozkoszą, gdy patrzał na Jej twarz tchnącą łagodnością. W skromnym przybytku Pańskim padał na kolana i prosił Przeczystą Dziewicę, aby mu była Matką, Przyjaciółką i Panią miłosierdzia. Przed Jej obrazem zwierzał się z swych myśli i uczuć, przedkładał z dziecięcym zaufaniem swe prośby i życzenia, tam szukał pociechy i otuchy, ślubując dozgonną i czystość i zobowiązując się wstąpić do zostającego pod Jej opieką zakonu, trudniącego się wykupywaniem jeńców, którego założycielem był Piotr z Nolasko. Za pośrednictwem hrabiego Kardony, który był jego ojcem chrzestnym i często zjeżdżał na polowanie w owe góry, otrzymał nareszcie od ojca pozwolenie wstąpienia do stanu duchownego, a niezadługo sam założyciel zakonu przyodział go w Barcelonie w biały habit z czerwono-niebieskim krzyżem.

Teraz dopiero wolno mu było dokończyć nauk, wyświęcić się na księdza i objąć urząd kaznodziei, którego obowiązki pełnił tak gorliwie i sumiennie, że przełożeni uznali go w kilka lat później za zdolnego do właściwych zajęć zakonnych; trzeba bowiem wiedzieć, że do wykupywania jeńców z niewoli saraceńskiej wybierano tylko takich zakonników, którzy odznaczali się szczerą pobożnością i poświęceniem.

W dwóch podróżach towarzyszył jako pomocnik św. założycielowi zakonu, po czym wysłano go z kilku księżmi do Algieru, skąd wykupił 150 jeńców i przywiózł ich do Hiszpanii. W roku 1235 udał się w ważnej sprawie do Rzymu, a uzyskawszy u papieża Grzegorza IX zatwierdzenie zakonu, wrócił do Afryki, gdzie znowu wykupił z niewoli 228 chrześcijan i wrócił ich stroskanym krewnym, ponieważ jednak wyczerpały mu się fundusze, ofiarował się za zakładnika, dopóki umówione za nich wykupne nie nadejdzie. Ciesząc się, że Bóg pozwolił mu cierpieć dla miłości Jezusa, dał się okuć w kajdany, pracował wespół z innymi w czasie największych upałów i pełnił obowiązki kapłańskie. Nadto pocieszał i dodawał otuchy towarzyszom niedoli, ożywiając ich wiarę w Opatrzność Bożą. Największą litość okazywał tym nieszczęśliwym, którzy w nadziei uzyskania ulgi w swej niewoli wyparli się wiary Chrystusowej, dopuścili się wiarołomstwa i stali się przedmiotem pogardy u swych towarzyszy. Rajmund umiał tak czule przemówić do ich serca i przekonania, że wielu z nich, czując wstyd z powodu swego postępku, odwołało swe zaprzaństwo. Co więcej, lekceważąc niebezpieczeństwo, nie wahał się przy każdej sposobności głosić Ewangelię samym Saracenom i zachęcać ich do porzucenia błędów Mahometa. Udało mu się też nawrócić kilku celniejszych. Rząd kazał go pochwycić, osmagać do krwi na publicznym placu i wbić na pal. Ocaliła go chciwość Saracenów i obawa utraty pieniędzy obiecanych za wyzwolonych jeńców, ale okrucieństwo sędziów wpadło na niegodziwą myśl, prawdziwy wymysł szatana, kazali bowiem przebić Rajmundowi rozpalonym żelazem obie wargi, spiąć je kłódką i wołali na niego z urągowiskiem: "Teraz pewnie nie będziesz plótł baśni o Chrystusie i przestaniesz zwodzić wielbicieli naszego proroka". Przez osiem miesięcy znosił Rajmund tę katuszę, aż wreszcie przybyli bracia zakonni, którzy go wykupili z niewoli. Wkrótce potem, acz niechętnie, bo wolał raczej cierpieć a pracować dla nieszczęśliwych, na rozkaz przełożonego musiał wrócić do Hiszpanii. Powróciwszy do ojczyzny mianowany został przez papieża Grzegorza IX kardynałem. To wysokie dostojeństwo w niczym nie zmieniło jego pokory, zamieszkał bowiem w celi klasztornej, chodził w ubogim habicie i żył ściśle według reguły zakonnej. Gdy mu zwracano uwagę, że za mało zważa na swe wysokie stanowisko, odpowiedział ze zwykłą uprzejmością: "Pokora z dostojeństwem da się bardzo dobrze pogodzić, gdyż jedna nie wyłącza drugiego". W roku 1240 powołał go Ojciec święty do Rzymu. Idąc tam pieszo zachorował ciężko w Kardonie. Wiatyk święty otrzymał od anioła w habicie zakonnym i oddał Bogu ducha 31 sierpnia roku 1240, licząc niespełna 37 lat.

Święty Rajmund Nonnatus

O zwłoki jego wszczął się spór między miastem Barceloną, hrabią Kardonem i zakonem, który wszakże sam Bóg rozstrzygnął. Położono mianowicie trumnę na karawan i zaprzężono do niej; ślepego muła, puszczając go samopas. Zwierzę zaciągnęło żałobny wóz przed kaplicę na wzgórzu wiejskim, gdzie zmarły w młodocianym wieku tak często się modlił, i tam go z wielką czcią pochowano. Kaplicę zamieniono na piękny kościół, który stał się celem licznych pielgrzymek, a święty Piotr z Nolasko przybudował do niego kościół swej reguły.

Nauka moralna

W życiu świętego Rajmunda uderzają każdego dwie rzeczy:

a) Opłakany stan niewolników jęczących w niewoli Saracenów. Biedni jeńcy musieli dźwigać ciężkie łańcuchy, pracować ciężko i bez wytchnienia, znosić szyderstwa i urągania bez nadziei oswobodzenia, gdyż nie mogli się wykupić.

b) Miłosierdzie świętego Rajmunda, który sam się oddał w niewolę, aby nieszczęsnym wrócić wolność.

Te dwa punkty są w pewnej mierze wyobrażeniem tego, co Kościół święty codziennie i co godzinę w ofierze Mszy świętej dla nas czyni. W dowód tego zważmy:

1) Największym nieszczęściem, jakie gnębi chrześcijanina, jest grzech pierworodny. W tym stanie jest jakby wygnańcem, na którym spoczywa klątwa niewdzięczności i nieposłuszeństwa. Jest on niejako więźniem, okutym kajdanami przez szatana. Nie jest on zdolny wykupić się z tej niewoli, wypłacić się z długu obrazy sprawiedliwości Bożej i pozyskać wstępu do Królestwa niebieskiego. Na uznanie tego niepodobieństwa godzi się rozum i objawienie. I rozum i objawienie uczy nas, że tylko sam Chrystus jako prawdziwy Bóg-Człowiek może usunąć to niepodobieństwo.

2) Pan Jezus jest prawdziwym Barankiem ofiarnym za grzechy nasze. Pan Jezus odzywa się do nas przy Mszy świętej podczas Podniesienia ustami kapłana: "Oto kielich krwi Mojej, nowego i wieczystego Zakonu, krwi, która wylaną będzie za nas i za wielu na wybaczenie grzechów". Chrześcijanin widzi w tym świętym akcie obok siebie Hostię Przenajświętszą i Kielich święty, a wiara widzi w tym odosobnieniu ciała i krwi tajemniczą śmierć Zbawiciela, ponawianą dla odpuszczenia grzechów naszych; śmierć bowiem jest koniecznym następstwem rozdziału ciała i krwi. Ta święta i drogocenna krew woła do Ojca niebieskiego o miłosierdzie i wybaczenie wyrządzonej Mu obrazy, a tego wołania zawsze wysłucha łaskawie Bóg wszechmogący. Podziwiajmy poświęcenie, jakie okazał święty Rajmund w wykupywaniu jeńców, ale podziwiajmy stokroć więcej Jezusa w ołtarzu, który nas ofiarą życia wyswobodził z niewoli grzechu.

Modlitwa

Panie i Boże mój, który nam nakazałeś miłować bliźniego, jak siebie samego, racz w nas wszczepić na wzór świętego Rajmunda szczerą i prawdziwą miłość bliźniego, ażebyśmy się okazali Twymi wiernymi uczniami, godnymi Twej miłości i świętej opieki. Przez Pana naszego Jezusa Chrystusa. Amen.

Żywoty Świętych Pańskich na wszystkie dni roku - Katowice/Mikołów 1937r.

Artykuł o  św. Rajmundzie i sprowadzonych relikwiach

Edycja lubelska 30/2000

Św. Rajmund

Święty Rajmund Nonnatus przyszedł na świat w sposób cudowny, będąc wyjęty z łona martwej matki i przez ten fakt nazwany "nonnatus", czyli nienarodzony. Zdobywał on świętość dzień po dniu, będąc zakonnikiem, heroicznym obrońcą niewolników, kardynałem Kościoła Rzymskiego i męczennikiem Chrystusa.

  Urodził się w Portell, małym miasteczku katalońskim 2 lutego 1200 roku w rodzinie szlacheckiej. O rodzicach, których imion nie znamy, tradycja mówi, że byli osobami pobożnymi, żyjącymi w bojaźni Bożej jako "przykłady dobroci i miłości". Przez długie lata po ślubie nie mieli dzieci; obydwoje bardzo modlili się o potomstwo. Szczególnie pobożna małżonka z wielkim nabożeństwem prosiła Matkę Bożą o dar macierzyństwa. W końcu jej prośby zostały wysłuchane, jednak kobieta przy porodzie zmarła. Tylko dzięki szybkiej interwencji męża, który żonie otworzył brzuch, udało się uratować dziecko. Chłopiec został ochrzczony tego samego dnia jako Rajmund, a do imienia dodano mu przydomek "nonnatus" dla upamiętnienia tego niecodziennego jak na owe czasy wydarzenia. Chłopiec już od młodości przejawiał skłonności ku życiu poświęconemu Bogu. Stąd też ojciec, aby na ludzki sposób nie stracić jedynego syna, wysłał go na wieś do wypasu bydła w ich rodzinnym majątku myśląc, że ten sposób odwiedzie młodzieńca od myśli o sprawach duchowych. Pasąc bydło chłopak często chronił się w pobliskim eremie, gdzie modlił się przed obrazem Matki Bożej, jak wcześniej czyniła to jego matka. Tam wyprosił sobie łaskę powołania i w 1221 roku za zgodą i błogosławieństwem ojca wstąpił do nowopowstałego zgromadzenia. Ok. 1226 roku został wyświęcony na kapłana, a następnie ze św. Serapionem udali się do Algierii, żeby wykupić niewolników. O tej wyprawie pisze się, że była niezbyt udana, gdyż udało się im odzyskać tylko 114 niewolników. Św. Rajmund dla ratowania innych sam stał się zakładnikiem. Trudno określić, ile czasu nim był, ale ok. 1229 roku wyruszył na ponowną wyprawę do Afryki. Św. Rajmund wraz z towarzyszami nie tylko ograniczali się do wykupu niewolników, co było tolerowane przez ludność tubylczą, ale głosili Ewangelię Chrystusa. Z powodu głoszenia Dobrej Nowiny byli często prześladowani, a nawet biczowani, dlatego św. Rajmund zasłynął bardziej jako męczennik słowa, aniżeli wykupiciel niewolników. Po wyprawach misyjnych żył on przez jakiś czas w klasztorze w Barcelonie, pełniąc posługę kapłańską przez głoszenie Słowa Bożego, sprawowanie sakramentów i kierownictwo duchowe. W 1236 roku wyruszył w ponowną podróż do Algierii w celu wykupienia niewolników. Podczas tej wyprawy udało mu się uwolnić pewna liczbę więźniów, jednak sam stał się zakładnikiem. Jego współbracia powrócili do Barcelony, aby zebrać fundusze niezbędne do wykupienia św. Rajmunda. On sam będąc wśród Żydów i Muzułmanów zaczął głosić Słowo Boże, a towarzyszyło temu wiele nawróceń. Częstokroć bity i torturowany nie przestawał głosić Chrystusa. "Niewierni" nie mogli go jednak zabić, gdyż spodziewali się pieniędzy za jego wykup. Aby zapobiec głoszeniu przez niego Ewangelii, przepalono mu wargi i zamknięto usta na kłódkę, którą zdejmowano tylko na czas jedzenia. Św. Rajmund wiele miesięcy cierpiał, nim jego bracia powrócili i zabrali go ze sobą do Barcelony. Papież Grzegorz IX w dowód uznania za jego zasługi zaprosił go do Rzymu i mianował kardynałem - diakonem św. Eustachego. Będąc w drodze do Rzymu św. Rajmund zmarł w 1240 roku mając zaledwie 40 lat. Po śmierci z jego ciała wydobywał się przyjemny zapach, dlatego ciało zostało wystawione dla publicznej czci aż na 15 dni. Święty został pochowany w kościele pw. św. Mikołaja w Barcelonie, a przy jego grobie miały miejsce liczne cuda, tak, że świątynia stała głośnym i znanym sanktuarium. W 1657 roku imię św. Rajmunda zostało włączone do martyrologium rzymskiego.

Św. Rajmund jest patronem położnych i za jego przyczyną polecane są Bogu różne sprawy dotyczące życia, a szczególnie jego początków.

Parafialna uroczystość

29 czerwca br. parafia Sulów przeżywała podniosłe chwile sprowadzenia relikwii swego Patrona. Relikwie z Rzymu przywiózł paulin - o. Jerzy Kielech. W godzinach południowych na granicy sześcioletniej parafii sąsiadującej z Zakrzówkiem odbyło się powitanie relikwii przez wspólnotę parafialną. Słowa powitania wygłosił proboszcz - ks. Józef Swatowski, wyrażając radość z przybycia o. Jerzego z cennymi relikwiami oraz licznych gości: ks. dziekana Ryszarda Sołtysa i ks. kan. Edwarda Szeligi, inicjatora sprowadzenia do Sulowa relikwii. W imieniu Rady Duszpasterskiej głos zabrała jej przedstawicielka - Regina Biszczak. Następnie w uroczystej procesji ze śpiewem pieśni i litanii do Wszystkich Świętych uczestnicy liturgii przeszli do świątyni. W drodze o. Jerzy wygłaszał rozważania o świętości. Relikwie były niesione przez przedstawicieli różnych stanów społeczności parafialnej: Ochotniczą Straż Pożarną ( jako mężczyźni i ojcowie), Koło Gospodyń Wiejskich (kobiety i matki), członków Żywego Różańca, młodzież, ministrantów i dzieci. Po wejściu do kościoła rozpoczęła się uroczysta Msza św., którą sprawowali o. Jerzy i ks. kan. Edward Szeliga. Okolicznościową homilię o św. Rajmundzie wygłosił o. Jerzy, który słuchaczom wskazał, że zadaniem każdego chrześcijanina jest głoszenie miłości Boga do człowieka. W ramach dziękczynienia po Mszy św. dzieci, młodzież i rodzice zawierzyli całą parafię i poszczególne rodziny orędownictwu Patrona, obecnemu w świątyni w swoich relikwiach. Proboszcz parafii zaproponował, aby w każda ostatnią niedzielę miesiąca podczas sumy wspólnie modlić się do Boga za przyczyna św. Rajmunda. Po procesji o. Jerzy udzielił wszystkim błogosławieństwa relikwiami, następnie oddawali im cześć przez ucałowanie. Wszyscy otrzymali pamiątkowy obrazek z wizerunkiem Patrona.

 

 

                                                                                                        

Lokalizacja

 

Świątynia

 

Wspólnoty

 

Nabożeństwa

 

Kancelaria

 

Ogłoszenia

 

Katecheza

 

Aktualności

 

Patron

 

Modlitwy
przez św. Rajmunda

 

Cmentarz

 

Proboszcz

 

Linki

 

O Sulowie
okiem bibliotekarki emerytki

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

kontakt:
e-poczta

adres:
Sulów 102a
23-213 Zakrzówek

telefon:
723 072 734
więcej

                                    

 

 

 Numer konta 98 8717 1048 2003 3001 2479 0001










[1]             Niniejszy krótki życiorys Świętego Rajmunda Nonnata został opracowany w oparciu o pozycję bibliograficzną San Ramón Nonato, ruega por nosotros autorstwa Fray Contardo Miglioranza oraz książkę Testimonios de fe y esperanza. Uwaga ta wydaje się zasadna, ponieważ kiedy zapoznajemy się z różnymi publikacjami na temat życiorysu Świętego i dokonujemy ich porównania, możemy natknąć się na różnice dotyczące dat, nazw oraz szczegółów dotyczących samych wydarzeń związanych z życiem Świętego.

[2]             Por. F.C. Miglioranza, San Ramón Nonato, ruega por nosotros, Misiones Franciscanas Conventuales, Buenos Aires 1999, s. 7, 8.

[3]             Tamże, s. 34, 38.

[4]             Por. Tamże, s. 34.

[5]             Por. B.a, Testimonios de fe y esperanza, Santuario San Ramón Nonato, Buenos Aires 2003, s. 11; F.C. Miglioranza, San Ramón, s. 11–13.

[6]             Por. F.C. Miglioranza, San Ramón, s. 15, 16.

[7]             Por. Tamże, s. 16, 17.

[8]             Por. Tamże, s. 17, 21.

[9]             Por. Tamże, s. 19, 20.

[10]           Por. B. a., Testimonios…, s. 11; F.C. Miglioranza, San Ramón, s. 22.

[11]           Por. F.C. Miglioranza, San Ramón, s. 25-27.

[12]           Por. B. a.,  Testimonios…, s. 11; F. C. Miglioranza, San Ramón, s. 29, 30.

[13]           Por. B. a.,  Testimonios…, s. 11; F.C. Miglioranza, San Ramón, s. 29–31.

[14]           Por. F.C. Miglioranza, San Ramón, s. 41, 42.

[15]           Por. Tamże, s. 49.

[16]           Por. Tamże, s. 49–52.

[17]           Por. Tamże, s. 52, 53.

[18]           Por. Tamże, s. 55, 56.

[19]           Por. Tamże, s. 67.

[20]           Por. Tamże, s. 56, 57.

[21]           Por. Tamże, s. 58-59.

[22]           Brat Serapion – późniejszy Święty. Urodzony w 1179 r. w Londynie, zabity 14 listopada 1240 r. w Algierze. W czasie ostatniej swojej ekspedycji do Algieru, został tam dobrowolnie zakładnikiem, uwalniając tym samym innych chrześcijan. Będąc niewolnikiem, głosił Ewangelię również muzułmanom, prowadząc niektórych z nich do nawrócenia. To tak bardzo irytowało wyznawców Allaha, że postanowili go zabić, nie zważając na obiecane za niego pieniądze. Został ukrzyżowany na krzyżu Świętego Andrzeja, następnie oprawcy wyłamali mu wszystkie stawy, z rozciętego brzucha wyciągnęli wnętrzności, a na koniec został ścięty. Stało się to 14 listopada 1240 r., kilka miesięcy po śmierci Świętego Rajmunda. Świętość i męczeństwo Serapiona zostały uznane przez Kościół w 1625 r.

[23]           Por. Tamże, s. 61–63.

[24]           Por. Tamże, s. 63–65.

[25]           Por. Tamże, s. 66, 67.

[26]           Por. Tamże, s. 71–73.

[27]           Por. Tamże, s. 75, 86.

[28]           Por. B. a., Testimonios…, s. 12.

[29]           Por. B. a., Testimonios…, s. 12; F.C. Miglioranza, San Ramón, s. 86, 87.

[30]           Por. B. a.,  Testimonios…, s. 12; F. C. Miglioranza, San Ramón, s. 89–91.

[31]           Por. F.C. Miglioranza, San Ramón, s. 94–96.

[32]           Por. B. a.,  Testimonios…, s. 11; F.C. Miglioranza, San Ramón, s. 97, 98.

[33]           Por. F.C. Miglioranza, San Ramón, s. 99–102.

[34]           Por. Tamże, s. 8.

[35]           Por. Tamże, s. 67, 68.

[36]           Por. Tamże, s. 96.